Menu

The Music Of My Spheres

Historie, opinie, przemyślenia dotyczące moich fascynacji muzycznych. Alternative rock, indie rock i nie tylko. Po prostu muzyka moich sfer.

Smacznego! James - La Petite Morte

nouvelleaventure
O grupie James najwięcej dowiedziałam się w ostatnich tygodniach. Powodem nagłego zainteresowania był singiel Frozen Britain, który usłyszałam w czasie mojej ulubionej nie-muzycznej audycji Trzecia Strona Medalu. Od tej przyjemnej piosenki do albumu La Petite Morte droga była już krótka.

Najpierw pochwalę się tym, co się dowiedziałam. James pochodzi z Manchesteru i powstał ponad 30 lat temu! Na początku nazwy zespołu zmieniały się jeszcze szybciej niż jego skład. Wszystko ustabilizowało się w 1982 r., a rok później pojawiła się pierwsza EP-ka zespołu. Długogrający debiut Stutter ujrzał światło dzienne w 1986 r. Największą popularność James zdobył jednak na początku lat dziewięćdziesiątych. Na Wyspach i w Stanach spodobały się takie single jak Sit Down i Come Home, które dziś wydają się nieco przykurzone (nie mówiąc już o teledyskach). James wydał jeszcze kilka albumów, z których kolejne osiągały coraz bardziej rozczarowujące wyniki sprzedaży. W końcu wokalista Tim Booth zdecydował się skupić na innych projektach i po jego odejściu James zakończył działalność. Nie na długo, bo powrócił w 2007 r. I od tego czasu panowie znowu nagrywają. La Petite Morte to czwarty album po reaktywacji grupy.

Eksternistyczny kurs twórczości James nie przygotował mnie na to, co zastanę na nowym albumie. Spodziewałam się nieskomplikowanej optymistycznej muzyki stworzonej przez panów w średnim wielu, a więc też zdecydowanie dalekiej od eksperymentów. Tymczasem La Petite Morte powitał syntezatorowym szumem Curse Curse. Tak mogliby brzmieć The Killers w swoim najbardziej tanecznym wydaniu. Zaskoczenie szybko jednak mija, bo Curse Curse to w zasadzie tylko jedna taka niespodzianka. Pozostałe numery już tak nie odstają od normy klasycznego brytyjskiego rocka. Nawet jeśli dołożą szczyptę rytmu, a keyboard zadzwoni w tle jak w Gone Baby Gone. Przez większość płyty oblicze James najbardziej przypomina Manic Street Preachers, tyle że z maksymalną dopuszczalną dawką klawiszy. Utwory mają w sobie ciepło typowe dla szkockiej kapeli, a gdy podczas Moving On chwilę się zagapiłam, myślałam, że śpiewa w nim James Dean Bradfield.

Mimo stwierdzonych podobieństw do młodszych stażem kolegów, La Petite Morte nie można zarzucić jednostajności. Obok żywych Curse Curse i Gone Baby Gone mamy klasyczną balladę All In My Mind, trochę nudny Bitter Virtue, z brzdąkaniem rodem z jazzowej knajpy. Najbardziej dynamiczny numer na płycie Interrogation, w zwrotce uwodzi uroczą melodią (skrzypce? pianino?), a w końcówce podrywa mocniejszym, bardziej rockowym akcentem. Frozen Britain już znamy: utwór przyjazny radiu i podejrzewam też, że może spodobać fanom szeroko pojętej muzyki alternatywnej z Wysp. Świetne wrażenie robi połączenie fortepianowych wariacji z instrumentami dętymi w Quicken The Death. Nie należy zrażać się oszczędnym i bladym początkiem All I’m Saying. Za chwilę tempo przyspieszy i zrobi się ciekawiej, dzięki krótkim, a treściwym wstawkom. 

Zupełnie przypadkiem piosenki z La Petite Morte zaczęłam odsłuchiwać w innej kolejności i pierwszy numer Walk On You zostawiłam sobie na deser. Może dobrze, bo ma 7 minut, a poza tym, cóż to za hybryda! Zaczyna się fortepianowo i niewinnie, w refrenie dochodzą chórki dodające epickiego klimatu, a na koniec mamy jeszcze taneczny rytm, któremu towarzyszą po kolei dęciaki, skrzypki i inne niezidentyfikowane instrumenty. Jakkolwiek upiorne by się to mogło wydawać, paradoksalnie uważam, że to jeden z najlepszych numerów na płycie, głównie dzięki refrenowi: wywołuje ciarki, a nie razi sztuczną podniosłością. 

James - Walk On You 

Panowie z James mają już swoje lata i pewnie dlatego zrobili album stosunkowo bezpieczny. Jednocześnie każdy numer starali się przyprawić w inny sposób, korzystając w umiarze ze sprawdzonej mieszanki instrumentów. Nie wyszła im z tego wyjątkowo pikantna ani wykwintna potrawa, ale smaczny posiłek, w którym momentami czuć rękę naprawdę dobrego kuchmistrza. I co najlepsze, może posmakować każdemu. 

© The Music Of My Spheres
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci