Menu

The Music Of My Spheres

Historie, opinie, przemyślenia dotyczące moich fascynacji muzycznych. Alternative rock, indie rock i nie tylko. Po prostu muzyka moich sfer.

Jeden za wszystkie. Hurts – Surrender

nouvelleaventure
Mój odwieczny dylemat. Czy lepsza jest płyta równa, poprawna, ale bez fajerwerków. Czy może ważniejszy okaże się longplay ogólnie słaby, za to z jednym numerem wybitnym, do którego będę jeszcze długo wracać. Ostatni album Hurts to przykład drugiej opcji.

Choć bardzo się starałam, nigdy nie udało mi się przekonać do duetu z Londynu. Owszem, trzeba ich docenić za hity Wonderful Life i Miracle, nie można zapomnieć o namiętnym Devotion z udziałem Kylie Minogue. Jednak poprzednie albumy: debiutancki Happiness i jego następca Exile, nie zagrzały długo miejsca na mojej playliście. Ot, sympatyczna, zręcznie wyprodukowana muza, w której ciągle mi czegoś mi brakowało, a najbardziej mocy.

Przed Surrender nie odświeżyłam sobie wiedzy na temat poprzednich dokonań Hurts, jednak nawet z mglistym pojęciem na ten temat mogłam stwierdzić, że tym razem duet wypadł bardziej tanecznie i optymistycznie. Zamiast elektronicznego chłodu i elegancji – ciepły synthpop. Zapowiedź ocieplenia klimatu przynosi już króciutki, chóralnie wyśpiewany wstępniak Surrender. Some Kind Of Heaven jest już radosny w pełnym wymiarze: Theo wyśpiewuje nawet my heart screams hallelujah, deklarując you’re some kind of heaven. Kto polubi takie klimaty, będzie również zachwycony Why, Lights, Kaleidoscope. Wszystkie w ten sam deseń. A komu wciąż mało tańca, niech posłucha Nothing Will Be Bigger Than Us. Można go podsumować krótko: popowy David Guetta. Do tego ten numer skojarzył mi się z Hero, piosenką, która zwyciężyła w tegorocznej Eurowizji. I bynajmniej nie jest to komplement.

Hurts - Kaleidoscope

Stosunkowo mało jest utworów refleksyjnych, rozmarzonych, w których zespół zdawał się specjalizować. W drugiej części płyty tę lukę próbują zapełniać Wish, Policewoman, a także podkręcone tanim patosem Wings. Duet lepiej odnajduje się w lirycznych, a równocześnie zmysłowo pulsujących Slow i Perfect Timing

Hurts - Perfect Timing

Niewiele brakowało, a Surrender byłby kolejnym zestawem utworów do zapomnienia. Cały czas jednak chce mi się wracać do jednego z nich. Rolling Stone odstaje zupełnie od reszty: daleki od słodkiego synth popu, pełen dramaturgii, pobrzękują w nim nawet gitary! Na razie jestem oczarowana, zobaczę, jak długo potrwa fascynacja.

Hurts – Rolling Stone

Stawiam, że Surrender pewnie nie powtórzy sukcesów poprzednich wydawnictw. Nie jest jakiś wyjątkowo słaby - No Devotion bardziej mnie rozczarowali - zasługuje na ocenę co najwyżej dostateczną. I tak wszystkie kawałki z płyty zamieniłabym na ten jeden. 

© The Music Of My Spheres
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci