Menu

The Music Of My Spheres

Historie, opinie, przemyślenia dotyczące moich fascynacji muzycznych. Alternative rock, indie rock i nie tylko. Po prostu muzyka moich sfer.

Drugi garnitur premier? Cold War Kids i Alphaville.

nouvelleaventure
Wspomniałam w ostatnim wpisie, że z trzech interesujących mnie piątkowych premier jako pierwsi zielone światło dostali ode mnie The Chainsmokers. Dobrze, że znalazłam też czas na pozostałe wydawnictwa. Bo choć nie podejrzewam, że Cold War Kids czy Alphaville przeprowadzą tak udany desant na listy przebojów, to na ich płytach też znalazłam coś dla siebie.

Cold War Kids – LA Divine
Swój szósty krążek amerykański band zaczął z takim przytupem, że zaczęłam żałować, że pierwszeństwo przyznałam The Chainsmokers. Uwiodła mnie rockowa siła klasycznego Love Is Mystical, bezpretensjonalna słodycz fortepianowego Can We Hang On?, lekkość So Tied Up (gościnnie Bishop Briggs), a przede wszystkim zmysłowy, mocny głos Nathana Willeta. W zasadzie te pierwsze utwory to tacy The Chainsmokers, tylko bardziej indie. 

Cold War Kids - Love Is Mystical

Później jest niestety trochę słabiej. Pojawiają się dziwadła jak LA River. Kto słuchał kaset na magnetofonie pamięta pewnie, jak brzmiała piosenka, gdy wciągnęło taśmę. Tak mogę podsumować ten utwór. Pozostałe kawałki są już bardziej słuchalne, bardziej popowo-taneczne i mniej oryginalne (Open Up The Heavens, Wilshire Protest, No Reason to Run). W głowie został mi jeszcze dynamiczne Luck Down, Ordinary Idols i Part Of The Night, gdzie Willet znów czaruje głosem. Ogólnie przyzwoita płyta, choć początek zwiastuje coś wyjątkowego. 

Cold War Kids - Can We Hang On?

Cold War Kids ft. Bishop Briggs - So Tied Up

Alphaville – Strange Atrractor
Tak, to ci od Forever Young i Big In Japan. Gdy jednak włączyłam pierwsze od siedmiu lat wydawnictwo, musiałam sprawdzić, czy nie zmienili wokalisty. Nie, od lat osiemdziesiątych przed mikrofonem stoi Marian Gold. W pierwszej piosence Giants nie brzmi tak słodko jak w Forever Young, bardziej przypominał mi śp. Petera Steele z  Type O'Negative... Mimo tajemniczości Giants, na Strange Attractor nie znajdziemy jednak gotyckich klimatów. Grupa nadal czerpie garściami z popu osadzonego mocno w latach świetności zespołu, czyli w latach osiemdziesiątych (Marionettes With Halos, House Of Ghosts, Fever!). Od czasu do czasu zapuści jakąś pościelówę (Enigma, Beyond The Laughing Sky), czasem nawet nadzwyczaj udaną (Around The Universe), pobawi się bardziej współczesną elektroniką (Mafia Island) lub nawet funky (Sexyland, Rendezvoyeur, Heartbreak City). Efekt: nie tak straszliwy, jak mogłoby się wydawać. Momentami jest mocno kiczowato, chwilami jednak zaskakująco przebojowo, w dobrym tonie. Marian Gold nie zachwycił mnie jak wspomniany wyżej Nathan Willet, jednak mimo upływu lat, dał sobie radę. 

Alphaville - Heartbreak City

Na Strange Attractor prym wiedzie zróżnicowane trio: piękny, subtelny Around The Universe (chyba nie tak premierowa, bo grają ją już od kilku lat), syntezatorowy Fever!, szalony, energetyczny Nevermore. Zwłaszcza refren tego ostatniego nuciłam przez ostatnie dni. I z nim odtąd będzie kojarzył mi się ten zespół.

Alphaville - Nevermore

P.S O płycie Bush, Black And White Rainbows już pisałam, ale miałam problem z załączeniem polecanych utworów. Dalej próżno ich szukać na You Tube, za to pokazał się cały album. Nurse i The Beat Of Your Heart, mniej więcej od 27 minuty, bardzo polecam!

Bush – Black And White Rainbows (full album)

© The Music Of My Spheres
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci