Menu

The Music Of My Spheres

Historie, opinie, przemyślenia dotyczące moich fascynacji muzycznych. Alternative rock, indie rock i nie tylko. Po prostu muzyka moich sfer.

Co oni grają. Welshly Arms.

nouvelleaventure
Nie przepadam za bluesem ani country. Welshly Arms wiedzieli jaką przynętę mają na mnie zarzucić. Swojego bluesa stroją w szaty alternatywnego rocka i wychodzi im to nadzwyczaj dobrze.

Welshly Arms tworzy sześciu muzyków, z Cleveland w Ohio. Co ciekawe, tylko jeden z nich – perkusista – nie udziela się wokalnie. Grupa pochodzi dała się poznać szerszej publiczności w 2013 roku EP-ką Welcome. Ten minialbum zaskoczył mnie z dwóch powodów. Po pierwsze panowie brzmią na nim nie jak debiutanci, a jak starzy wyjadacze (chociaż może wszystkie zespoły blues rockowe sprawiają takiego wrażenie). Po drugie jest tam pięć piosenek, ale za to spore zróżnicowanie brzmienia. Zgrzytliwy Two Seconds Too Late to kwintesencja bluesa, ale już The Touch prezentuje go w bardziej przyjaznej wersji. Jeszcze bardziej niejednoznaczny jest bardziej dramatyczny Your Picture, po którym nadchodzi energetyczny rock'n'roll That Voodoo. Jakby jeszcze było tego mało, na koniec słuchamy nastrojowego Run Right Out of Here. Jednym słowem – dzieje się.

Welshly Arms -  That Voodoo

Dzięki Welcome grupa została zauważona, lecz zanim wydała długogrający debiut w 2014 roku wypuściła jeszcze jedną EP-ke z coverami. Te nagrania, mocno przesiąknięte soulem, już mniej przypadły mi do gustu (wśród nich jest m.in. Ain't No Love in the Heart of the City Bobby Blue Bland, Time Has Come Today The Chambers Brothers). Najbardziej zainteresowało mnie You Got It, w oryginale wykonywane przez Roya Orbisona. Trudno dogonić taki klasyk (zwłaszcza wokalnie nie do końca się to udało) jednak w warstwie muzycznej utwór został ładnie odkurzony.

Welshly Arms -  You Got It

Oficjalny debiutancki longplay Welshly Arms ukazał się w końcu w maju 2015 r. Poza The Touch, znalazły się tam same premierowe kawałki. I znów obok blues rockowych utworów stacjonują piosenki bliższe alternatywnemu czy indie rockowemu graniu. Kto woli tę pierwszą opcję powinien posłuchać Love in Minor Key, staroświeckiego We Move Easy z harmonijką, Night Prowler z gorącym chórem. Mnie bardziej pasuje opcja numer dwa: Dirty Work, w stylu Black Keys, z wyraźnie zaznaczonymi klawiszami, Leave It All Behind z dramaturgią i pazurem, refleksyjne Who Knew. Między nimi oscyluje Ain't Supposed to Rain - chropowaty blues rock w duchu Kings of Leon. 

Welshly Arms - Dirty Work

Welshly Arms zostało ciepło przyjęte, a muzyka grupa pojawiła się m.in. w popularnych serialach. W sierpniu zeszłego roku grupa znów przygotowała mini-album, Legendary. Utwór tytułowy przypieczętował sukces zespołu, hulając w większości stacji radiowych. To dopiero jest hybryda elektronicznych i alternatywnych brzmień, podprawionych klimatycznymi chórkami i klawiszami. Przebojowością dorównuje mu jeszcze Who We Are – to kolejna wycieczka zespołu w rejony nowoczesnych brzmień i The Only ze świetnym riffem. Za to w dynamicznym Never Be The Same panowie nie oszczędzają gitar, a jednocześnie znów duszą je w bluesowym sosie.

Welshly Arms - The Only

Zespół zdobył popularność także w Polsce. We wrześniu zagrał w klubie Hydrozagadka, wystąpił także w radiowej Trójce. W oczekiwaniu na drugi krążek, można przypomnieć sobie ich efektowny występ. 

Welshly Arms w Trójce

A drugi krążek już niebawem. We wtorek zespół ogłosił, że płyta No Place is Home ukaże się 8 czerwca. Jeszcze szybciej, bo już jutro będzie można oficjalnie posłuchać nowego singla Sanctuary. Zainteresowani mogą już odliczać godziny do premiery. 

© The Music Of My Spheres
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci