Menu

The Music Of My Spheres

Historie, opinie, przemyślenia dotyczące moich fascynacji muzycznych. Alternative rock, indie rock i nie tylko. Po prostu muzyka moich sfer.

Depresyjnie, ale z przytupem. Black Foxxes - Reiði.

nouvelleaventure
Spodobało mi się, jak sami określili swój styl: rock/depression pop. Czyli coś idealnie dla mnie. Nie można jednak zapomnieć o tytule płyty – oznacza złość. I tej złości trochę na płycie się znalazło.

Trio z Exeter zadebiutowało w 2016 roku płytą I'm Not Well. Szybko uwinęli się z kolejnym krążkiem, dając mu oryginalny tytuł – słowo reiði pochodzi z języka islandzkiego.

Black Foxxes - Saela

Początkowo tytułowej złości nie słychać za wiele. Po pierwszych numerach nastawiałam się raczej na przesmutne rockowe pejzaże, gitarowe, ale o umiarkowanym poziomie ostrości. Grupa jednak potrafi przycisnąć słuchacza ścianą dźwięków. Bez pardonu robi to w JOY – najgłośniejszym fragmencie płyty, który uderza znienacka. Oj, wokalista Mark Hoelley jest tam naprawdę zły. Uspokaja  się trochę w pełnym zgrzytliwego niepokoju Flowers. Bardziej podoba mi się jednak w Manic In Me i Saela – solidnych rockowych numerach, bez zbędnych kombinacji. 

Black Foxxes - Manic In Me

Co zaskakujące, moimi faworytami wcale nie okazały się najostrzejsze utwory na płycie. Najpierw ujął mnie otwierający ją Breathe – w którym piętrzą się i subtelne wyśpiewane przyciszonym głosem fragmenty, i momenty głośne i przepojone dramatyzmem. Podobnie naszpikowany emocjami jest Oh, It Had To Be You, który chwyta za trzewia zwłaszcza dramatycznym finałem. To chyba najjaśniejszy numer płyty. Nie dorównuje mu niestety zamykający płytę Float On - utrzymany w podobnym klimacie, ale już mniej oryginalny. Pochwalę za to Take Me Home – leniwy, początkowo wręcz eteryczny, by uderzyć wściekłą końcówką. 

Black Foxxes - Oh, It Had To Be You

Między przytoczonymi utworami pląta się parę słabszych piosenek (Am I Losing It, The Big Wild) – tak nijakich, że aż irytujących. Mimo, że stylistyczny rozstrzał jest spory, jakimś cudem płyta trzyma się kupy. Sadzę, że to dobra propozycja dla fanów The National, The Boxer Rebellion czy Elbow – taki refleksyjny rock, momentami oderwany od rzeczywistości. Dla mnie Reiði jest jednak zbyt nierówna – raz przynudza, by za chwilę splunąć w twarz dźwiękami, a przez parę chwil naprawdę poruszyć. Faktycznie, można wpaść w depresję. 

Black Foxxes - Breathe

© The Music Of My Spheres
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci