Menu

The Music Of My Spheres

Historie, opinie, przemyślenia dotyczące moich fascynacji muzycznych. Alternative rock, indie rock i nie tylko. Po prostu muzyka moich sfer.

O wilkach mowa....a nowości tu.

nouvelleaventure
Mogę z dumą stwierdzić, że moimi wpisami zdarzyło się parę razy wywołać wilka – albo raczej artystę - z lasu. Otóż w kategorii bohaterowie niedawnych lat, zastanawiałam się, co tam słychać, by po paru tygodniach informować o nowej elektryzującej premierze od tego właśnie bohatera. Do panteonu takich wilków dołącza Speedy Ortiz.

Do Speedy Ortiz mam uraz przez ich debiutancki album. Przesiąknięty rockowym brudem, aż niechlujny. Kto z tych samych powodów był im do tej pory niechętny, może uprzedzenia rzucić w kąt. Bo Twerp Verse, bodajże trzeci krążek grupy, jest zdecydowanie najciekawszy i najbardziej przystępny. Nie ma krzyku Sadie Dupuis ani nachalnego hałasu w stylu lat dziewięćdziesiątych, a mimo to ta płyta przemawia jeszcze mocniej. Średnie tempo, jakby podskórne riffy i subtelny wokal Sadie Dupuis. Łagodne owieczki? Raczej wilk w przebraniu, bo ze Speedy Ortiz nie ma żartów. 

Speedy Ortiz - I'm Blessed

Najbardziej przypadł mi do gustu ostry niczym brzytwa Sport Death, pełen zgrzytliwych melodii Can I Kiss You, poszarpany elektroniką Lucky 88. Wyróżnia się otwierający płytę, najbardziej dynamiczny Buck Me Off oraz kończący ją You Hate The Title, dla odmiany zaskakująco pogodny. Nawet jeśli wciąż zdarzają się fragmenty sprawiające wrażenie chaotycznych i muzycznie niepozbieranych (Backslidin', Lean In When I Suffer), to i tak słuchanie Twerp Verse okazało się zaskakująco sporą przyjemnością. 

Speedy Ortiz - Lucky 88

Kto już kupił bilety? Grupa Muse znów wraca na ekrany kin. Tym razem, 12 lipca, w kinach na całym świecie ma być wyświetlany materiał z ostatniego tournée tria. Tym razem film będzie prezentował nie jeden, a kilka występów zespołu z ostatniej trasy (poprzedni materiał był zapisem koncertu w Rzymie), a także wypowiedzi jego członków. Film jest reklamowany jako the greatest show on earth. Znając rozmach ich występów na żywo, mogę się do tego przychylić. 

Muse - Panic Station (Live at Rome Olympic Stadium)

W ostatnich tygodniach przeżywałam zakończenie działalności przez The Mirror Trap. Trzej członkowie tego bandu powołali nową formację, Echo Machine, wydali też pierwszy singiel. Ponieważ mam do nich słabość, wybaczę wokaliście nawet jego taniec. 

Echo Machine – St. Elmo 

© The Music Of My Spheres
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci