Menu

The Music Of My Spheres

Historie, opinie, przemyślenia dotyczące moich fascynacji muzycznych. Alternative rock, indie rock i nie tylko. Po prostu muzyka moich sfer.

Wyspy pełne słońca. Ash - Islands

nouvelleaventure
Podczas, gdy cały świat ekscytuje się najnowszym wydawnictwem Arctic Monkeys, ja z wypiekami na twarzy czekałam na moich ulubieńców z Ash. Z rezerwą podchodziłam do pozytywnych, przedpremierowych recenzji. Żeby się nie rozczarować.

O swojej sympatii do zespołu Ash nie muszę się po raz kolejny rozpisywać. Tak, słyszę w ich piosenkach kiepski wokal, czasem miałkie aranżacje i niezbyt odkrywcze teksty. Równoważą mi to doskonałe riffy i naprawdę miażdżące kompozycje, które zdarza im się wepchnąć na B-Side.

Ash – Evil Eye (Meltdown)

W recenzjach Islands przewijają się porównania do Beach Boys i Weezera (nota bene z zespołem Riversa Cuomo Ash zagrali parę wspólnych koncertów). Słuszne, bo trio wraca na bezpieczne pozycje pozytywnego punk rocka i słonecznych melodii. Tylko chwilami pojawia się młodzieńcza buńczuczność (Buzzkill) albo próba odkrycia niespenetrowanych jeszcze przez zespół bluesrockowych terytoriów (Did Your Love Burn Out). Częściej nich dotychczas grają syntezatory (Confessions in the Pool, Is It True, Silver Suit), obowiązkowo musi pojawić się nastrajająca optymizmem ballada (Don't Need Your Love).

Ash - Buzzkill

Tyle o stylu. Co do efektu, w pełni obiektywnie będę mogła to ocenić jeszcze po kilkunastu przesłuchaniach, bo na razie sporo przesłania mi sympatia do grupy i moje wymagania wobec nich. Na pewno Islands jest łagodniejsza od wcześniejszych dokonań tria i faktycznie zbliża się do klimatów Weezera. A jak akurat lubię, gdy Tim Wheeler i spółka dokładają do pieca, szyjąc grube i melodyjne riffy. Za to mają ode mnie minus. Podobnie jak za kilka wyjątkowo słabych utworów. Otwierający płytę True Story trąci banałem i uwypukla bardzo słaby wokal Wheelera. Jego głosowe niedostatki słychać też wyraźnie w Don't Need Your Love – nie udało się w niej zaszczepić typowej dla zespołu bezpretensjonalności, wypada raczej topornie. Wybranej na drugi singiel Annabel nie mogę za cholerę zapamiętać. Mieszają mi się Sommersault i Silver Suit – całkiem przyjemne, choć bezpieczne utwory i przez to bardzo do siebie podobne.

Ash – Did Your Love Burn Out?

Skąd więc pozytywne oceny Islands? Płyta jest spójna, słucha jej się przyjemnie, ma w sobie sporo takiego pozytywnego ciepła. Mnie doskwiera najbardziej brak takich utworów, jedynych w swoim rodzaj, które mogłabym ocenić na 10/10. Do tej wartości najbardziej zbliża się Is It True. Ma w sobie to co Ash potrafi najlepiej: nieziemsko chwytliwą melodię, a do tego jest ciekawym miksem syntezatorów i gitar. Wysoko oceniam też pierwszy singiel Buzzkill. Na początku nie byłam przekonana, teraz doceniam jego niesamowitą energię. Wyróżnię jeszcze bardzo zgrabnie skomponowane All That I Have Left  oraz – za oryginalność – najbardziej nieoczywiste It's a Trap.

Ash – Is It True

Jako fanka Ash, wymagam od nich więcej. W końcu nieprzypadkowo blog wziął nazwę od ich piosenki. Kto jednak ma w nosie to, jak grali, jak mogą czy jak powinni grać, niech po prostu sięgnie po ten album. Na pewno przyda się na wakacje. 

P.S Tym razem Ash nie wyciął takiego numeru, jak przy poprzedniej płycie Kablammo i wszystkie utwory (we właściwych, niezwolnionych wersjach) są dostępne na You Tube. Słuchajcie do woli.  

Ash - Silver Suit

© The Music Of My Spheres
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci