Menu

The Music Of My Spheres

Historie, opinie, przemyślenia dotyczące moich fascynacji muzycznych. Alternative rock, indie rock i nie tylko. Po prostu muzyka moich sfer.

Metal do zabawy. Ghost - Prequelle

nouvelleaventure
Wyglądają bardzo groźnie. Pięciu zamaskowanych facetów, a na ich czele demoniczny kardynał. Tymczasem za mroczną kreacją Ghost kryje się całkiem sporo dobrej i bardzo przystępnej muzyki.

Ze szwedzkim zespołem Ghost zetknęłam się po raz pierwszy w tym roku, w artykule dotyczącym nowego wokalisty zespołu. Nowy trzeba wziąć w cudzysłów, bo nie chodzi tu o innego człowieka, ale o jego sceniczną kreację. Tobias Forge – jedyny członek zespołu, którego tożsamość została ujawniona – przez ostatnie lata prezentował się jako Papa Emeritus (w trzech rożnych wcieleniach), od kwietnia objawia się jako Cardinal Copia. Pozostali członkowie zwani nameless ghouls, kryją się pod symbolami żywiołów i nieodłącznymi maskami. 

Patrząc na zdjęcia grupy, strach włączać ich muzykę. Ja nie miałam takiego zamiaru, do czasu, gdy przy artykule o zespole sam odpalił mi się ich najnowszy singiel Rats. Muzycy nie oszczędzają gitar, ale całość wypada nad wyraz zgrabnie i przystępnie. Dodajmy to tego jeszcze taniec wokalisty i wychodzi na to, że nie ma się czego bać, a może być nawet śmiesznie. 

Ghost – Rats

Rats promuje czwarty krążek grupy, Prequelle. Album miał premierę na dzień dziecka, jednak nie należy tu szukać prowokacji. Ba, pewnie ortodoksyjni fani metalu pewnie uznaliby, że to muzyka w sam raz dla dzieci. Bo z jednej strony styl Ghost mieści się w ramach heavy metalu i hard rocka, z silnymi wpływami muzyki sprzed paru dekad. Jednocześnie, nie brak im melodyjności zwłaszcza w refrenach. Tobias Forge też raczej śpiewa niż krzyczy i mimo swojego wizerunku nie epatuje nadmierną agresją.  

Ghost - Faith

Czas z Prequelle biegnie szybko. Nieodłączny instrumentalny wstęp, potem na rozgrzewkę Rats. Dalej Faith i See The Light. Niezłe, choć niezbyt odkrywcze, usatysfakcjonują wielbicieli ciężkich, rozbudowanych riffów. Po nich instrumentalny przerywnik – Miasma. Początkowo jest schematyczna (gitarowe riffy, retro klawisze), w końcówce zaskakuje … saksofonem. Nawet udanie wplata się w całą kompozycję. Potem chwila oddechu w najbardziej mainstreamowym Danse Macabre. Niech Was nie zmyli tytuł i gitarowe intro, ten kawałek ma wręcz popową melodykę. Uspokojenie kontynuuje ładnie poprowadzona klawiszami ballada, Pro Memoria. Słuchając jej, mam wrażenie, że została nagrana gdzieś w latach osiemdziesiątych. 

Ghost - Danse Macabre

Jeśli w tym momencie zaczęłam już odczuwać lekki niedosyt, to wynagradza mi go Witch Image, z piorunującym refrenem. Nieważne, że to pewnie nawet nie leży koło heavy metalu. Helvetesfönster (okno piekła) to kolejny intrumental, bogato upstrzony aranżacjami, trochę za długi. Bardziej podoba mi się kończący płytę spokojny Life Eternal. Słychać średniowieczne organy, chóry, jednak znów jest blisko popowych aranżacji. Może to sprawia, że ta piosenka jakoś tak chwyta mnie za gardło. 

Ghost - Witch Image

Nawet jeśli to nie jest wybitna płyta, to dała mi satysfakcję, że nieoczekiwanie odkryłam coś ciekawego. Już się nie boję Ghost, co więcej, zamierzam poznać ich inne wcielenia. 

Ghost - Life Eternal

© The Music Of My Spheres
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci