Menu

The Music Of My Spheres

Historie, opinie, przemyślenia dotyczące moich fascynacji muzycznych. Alternative rock, indie rock i nie tylko. Po prostu muzyka moich sfer.

W cieniu mundialu. Premiery, które szkoda przepuścić.

nouvelleaventure
Trochę głupio pisać o drugiej płycie The Welshly Arms prawie miesiąc po premierze. Jeszcze głupiej byłoby o niej wcale nie wspomnieć. Zwłaszcza, że to doskonała muzyka na pełen emocji mundial.

Sześcioosobowy skład z Cleveland zasłynął mistrzowskim wręcz miksowaniem bluesa z rockowymi, garażowymi i soulowymi brzmieniami. A to i tak nie wszystkie przymiotniki, jakich powinnam użyć dla określenia ich stylu. Ich debiut, z legendarnym już hitem Legendary, okazał się sukcesem. Artyści zdają się nie czuć jego ciężaru, bo na drugiej płycie, No Place Is Home, dalej bawią się brzmieniem z taką samą pasją i energią. Czuć je już w pierwszym promującym krążek singlu, Sanctuary. Elektryzujący, z fantastycznym refrenem, podbity jeszcze chórami gospel, jak dla mnie wznosi się nawet wyżej niż Legendary

Welshly Arms – Sanctuary

Na płycie jest jeszcze sporo takich cukiereczków. Albo raczej – steków, bo w muzyce Welshly Arms wszystko jest mięsiste, krwiste i nieprzesłodzone. Już otwierający płytę, All The Way Up, podrywa na nogi pulsującym brzmieniem i chórami w refrenie. Bardzo uwodzicielski jest następny w kolejce Indestructible. Jeszcze bardziej kusi Down To The River – na refrenie mam ochotę zerwać się i bujać razem z chórem. Podobnie porywający jest momentami X z chóralnymi zaśpiewami no mercy on me.  

Welshly Arms –Down To The River

Zespół radzi sobie dobrze również w nastrojowych klimatach, pewnie dlatego, że nawet ballady w ich wykonaniu mają moc. Świetnie wypada już Locked, jednak najbardziej wzrusza zamykająca longplay, Unspoken. Minusy? Po kilku przesłuchaniach można wyłapać schemat według którego grupa tworzy piosenki: czyli bujamy się i dokładamy do tego chór. Mnie jednak najbardziej przeszkadzało umieszczenie na płycie Legendary. Litości! To już naprawdę wszyscy znają. 

Welshly Arms – Unspoken

Na początku maja trafiłam na płytę brytyjskiego zespołu The Magic Numbers. To rodzinny interes, bo grają w nim dwie pary rodzeństwa: Angela i Sean Gannon oraz Michele i Romeo Stodart. Grają dość długo, bo od ponad dekady mają na koncie łącznie pięć albumów. Zapoznałam się z ostatnim zatytułowanym Outsiders. Pop/rock/folk w wykonaniu nieszczególnie mnie przekonał, z całej płyty zostawiłam sobie tylko dwa numery. Za to jakie! Urokliwy przepojony folkową tęsknotą Runaways to prawdziwy utwór z duszą. Za to Sweet Divide ma prócz niej także rockowego pazura. Choćby dla tych dwóch piosenek warto było posłuchać Outsiders. 

The Magic Numbers - Sweet Divide

Na koniec coś ciut bardziej aktualnego. Grupa Weezer wzięła na warsztat utwór Africa, w oryginale wykonywany przez Toto. Do tych ostatnich weteranów mam słabość, więc powątpiewałam, czy Rivers Cuomo udźwignie ciężar wiekowego hitu. Dał radę. I tym razem jest poważny.   

Weezer - Africa

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • wisniesia

    Zmroziłaś mi na chwilę krew w żyłach z tym coverem "Afriki" ;)
    Dla mnie ta piosenka to jest szczyt szlagierów z dzieciństwa i na serio bałam się profanacji. Mile się zaskoczyłam :) Zwłaszcza w zwrotkach brzmi to tak subtelnie, "so smooth". Refren już trochę gorszy, ale w ogólnym rozrachunku to naprawdę nie jest złe i da się słuchać.
    Wysłuchałam potem wersji na żywo i brzmiało to jeszcze lepiej :)
    A potem wysłuchałam ich coveru "Roseanny" i sądzę zupełnie to samo, co jeden z komentujących: że powinni teraz zrobić cover "Hold the Line" :D

  • nouvelleaventure

    Rosanna" świeża i bardzo przyjemna, ale na "Hold The Line" w wykonaniu Weezer jeszcze nie jestem gotowa. Mam do tej piosenki niemal nabożny stosunek (pewnie jak Ty do "Africa"), a do tego ma taki klimat, że o jej profanację byłoby nietrudno. Za to coverowanie Coldplaya mogą śmiało kontynuować
    www.youtube.com/watch?v=abPeajnuPZk

  • wisniesia

    Coldplayem też jestem mile zaskoczona, bo wszystkie dotychczas wysłuchane przeze mnie covery "Viva la Vida" to było po prostu dno, na czele z naprawdę gównianym wykonaniem Alexandra Rybaka ;)
    Ale ten wokalista Weezer... Ach, on ma taki melodyjny głos, bardzo przyjemny dla ucha, lekki, delikatny, ale nie jakiś pipowaty, tylko jakby płynął śpiewając, nie wiem nawet, jak to dokładnie określić ;)
    "Hold the line" i "Africa" są na każdym moim odtwarzaczu, można powiedzieć, że słucham tych kawałków codziennie :D

  • nouvelleaventure

    Ach, Rivers Cuomo ma w sobie to "coś". Nie tylko głos, przede wszystkim wygląda na szalenie sympatycznego i inteligentnego gościa, którego nie sposób nie lubić.
    Z kolei dla mnie "Hold The Line" to taki utwór na szczególne okazje, "od święta" (mam parę takich) więc zawsze się cieszę, gdy przypadkiem usłyszę go w radio.

  • wisniesia

    Dzień trzeci (sorry za robienie ci śmietnika pod postem hehe):
    - Wiśnia kupiła sobie mp3 z "Afriką" i słucha tego coveru non stop. Przez Ciebie.
    :) :) :)

  • nouvelleaventure

    Schlebiasz mi :) Cieszę się, że to przeze mnie ;)

© The Music Of My Spheres
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci