Menu

The Music Of My Spheres

Historie, opinie, przemyślenia dotyczące moich fascynacji muzycznych. Alternative rock, indie rock i nie tylko. Po prostu muzyka moich sfer.

Dwie twarze. The Hunna - Dare

nouvelleaventure
Kolejny album tygodnia, tym razem polecony przez mój serwis streamingowy. Kolejny młody zespół, który chce się przebić przez meandry rocka. Póki co walczą skutecznie.

The Hunna mają na razie krótką historię. Kwartet istnieje około trzech lat, jego członkowie zaczęli działać jako nastolatkowie. Mają na koncie debiut, zatytułowany 100, wydany w 2016 r. został zauważony w rodzinnej Anglii. Teraz na uznanie czeka druga płyta, Dare.

Troszkę zaniepokoiła mnie informacja przeczytana w wywiadzie z Ryanem Potterem, liderem zespołu. Wyjaśnił on nazwę formacji: ma ona związek z hip-hopem. Na szczęście parę pytań dalej doczytałam, że ich styl można opisać jako Turn-It-Up Rock. Za cholerę nie wiem, co to może oznaczać, ale na pewno nie zakłada on hip-hopu. I tak jest faktycznie – hip-hop zostaje tylko w inspiracji dla nazwy zespołu, a Dare wypełnia melodyjny, ale kąśliwy rock. Najbliżej im chyba do You Me At Six albo Jimmy Eat World, z którymi zresztą koncertowali.

The Hunna - Summer

Dare zaczyna się dość mocnym uderzeniem – tytułowy utwór zarzuca zgrabnymi, choć trochę schowanymi riffami. Podobna energia kumuluje się w One i Fever. Ten ostatni jako pierwszy zwraca uwagę – wydaje się najbardziej dopracowany, najlepiej skomponowany z uspokojeniem w zwrotce i fajnym dynamicznym refrenem.

The Hunna – Fever

Po tym obiecującym początku czuje się trochę oszukana, gdy zaczynają wybrzmiewać kolejne utwory. Landrynkowe Babe, Can I Call? to ukłon w stronę popu. Potter śpiewa jak rasowy członek boysbandu, coś tam plumka w tle, na pewno nie gitary. Całość przepotwornie mdła. Trochę gitarowego brzmienia powraca w Flickin' Your Hair. Nie powiem, refren jest wręcz genialnie zgrabny, jednak w porównaniu z początkiem płyty coś mi zgrzyta. To samo mam NY to LA – zamiast przysłuchiwać się sympatycznej letniej kompozycji, zastanawiam się co u diabła się stało zespołowi.

The Hunna - Flickin' Your Hair

Do końca płyty czekają nas jeszcze romantyczne uniesienia w Lover (trochę za dużo tam wycia) i nieudana próba stworzenia nastroju  w ascetycznej balladzie Mother. Sytuację ratuje bezpretensjonalny Summer, choć jego tekst przemówi bardziej do nastolatków (that summer, summer, summer/we were driving in your car/(...)/ we would always go too far). A na samym finiszu The Hunna przypominają sobie, że potrafią podkręcić głośność w niegrzecznym Y.D.W.I.W.M. O, to mi się podoba.

The Hunna -  Y.D.W.I.W.M

Wydaje mi się, że młody zespół wciąż się jeszcze miota, nie wiedząc, w którą stronę się udać: lekkiego pop punku czy brudnej alternatywy. Nie ukrywam, mnie bardziej podobają się w tym nieuładzonym wcieleniu. Ale niech sami wybiorą, kim chcą być.

P.S Nie obraziłam się na panów z Muse. Bardzo żałuję, że nie mogłam obejrzeć w kinie filmu z ich ostatniego tournee - z udostępnionego klipu wynika, że było na co popatrzeć. A o premierowej piosence już się uzewnętrzniłam na zaprzyjaźnionym blogu Wiśni. Nawet nie o to chodzi, że nie ma w niej gitar. Znów nie ma w tej charakterystycznej dla Muse kosmicznej mocy. 

Muse - Psycho (Live from MUSE: Drones World Tour)

Muse - Something Human

© The Music Of My Spheres
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci