Menu

The Music Of My Spheres

Historie, opinie, przemyślenia dotyczące moich fascynacji muzycznych. Alternative rock, indie rock i nie tylko. Po prostu muzyka moich sfer.

Szeptem vs. krzykiem. Rise Against i Halestorm.

nouvelleaventure

W miniony weekend miała u mnie rządzić nowa płyta Halestorm. Wyprzedziło ją wydawnictwo Rise Against, nie do końca premierowe, bo zawierające znane już utwory, za to w orkiestrowo-akustycznych aranżacjach. Oba przyjemnie umiliły mi czas upałów.

The Ghost Note Symphonies, Vol.1, tak zatytułowane jest dzieło Rise Against. Tytuł sugeruje, że może pojawi się jakieś vol. 2. Mam nadzieję, bo część pierwsza bardzo przypadła mi do gustu. Płyta zawiera cały przekrój utworów z dyskografii zespołu nagranych w wersjach akustycznych, z towarzyszeniem orkiestry. Większości z tych kompozycji nie znam w oryginale więc trudno mi je porównać z pierwotnymi wersjami. I dobrze, bo nie skupiam się na ocenie, która ich odsona jest lepsza, ale na intrygujących melodiach, dobrym wpasowującym się w klimat wokalu i kameralnym nastroju.

Rise Against - Miracle

Rise Against udało się uniknąć orkiestrowego przepychu – z wyczuciem serwują bardzo smakowite smyczkowe (Savior, Like the Angel, Far From Perfect) lub fortepianowe aranżacje (Voices Off Camera). Do intensywnej roboty zaprzęgli gitarę akustyczną, grającą z prawdziwą pasją (Miracle, Faint Resemblence, House on Fire). Moi faworyci to Miracle, Savior, porywający Like the Angel i wyjątkowo energetyczny House on Fire. Spójna i dopracowana płyta, nie tylko dla fanów zespołu. 

Rise Against - House on Fire

Rise Against - Like the Angel 

Dopiero, gdy nasyciłam się Rise Against, sięgnęłam po bohatera tego weekendu. Halestorm mają to szczęście, że na wokalu króluje u nich charyzmatyczna Lzzy Hale. Charakterystyczny i charakterny wokal liderki to znak rozpoznawczy bandu i tak naprawdę to on dodaje ognia kompozycjom. Tak jest i na czwartej płycie, Vicious. Lzzy krzyczy i miota się między ciężkimi brzmieniami gitar. Nadąża za nimi w opętańczo szybkim Unfcomfortable, twardym jak skała Skulls i zaskakująco melodyjnych Buzz i Do Not Disturb. Radzi sobie dobrze w spokojniejszym, choć nie mniej drapieżnym Conflicted i Heart of Novocaine, w którym prezentuje skalę swojego głosu. Trochę przynudza w banalnym White Dress i akustycznym Silence. Najbardziej mnie przekonała w przebojowym Buzz, naszpikowanym riffami Killing Ourselves to Live i refrenie Vicious ze słowami: what doesn't kill me, makes me vicious.... 

Halestorm - Vicious 

Pewnie, że Vicious nie jest specjalnie odkrywcza, a grupa zanadto nie zbacza ze ścieżki swojego wypracowanego stylu. Czuć jednak profesjonalizm i staranną produkcję, a także dbałość o różnorodność brzmienia. I oczywiście nieposkromioną siłę Lzzy Hale.

Halestorm - Killing Ourselves To Live

Halestorm - Buzz

© The Music Of My Spheres
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci