Menu

The Music Of My Spheres

Historie, opinie, przemyślenia dotyczące moich fascynacji muzycznych. Alternative rock, indie rock i nie tylko. Po prostu muzyka moich sfer.

Skaczcie do góry! Shinedown & Starset w Warszawie.

nouvelleaventure
Niektórych może zaskoczyć moja relacja z koncertu zespołu Shinedown, o którego ostatniej płycie nawet nie raczyłam napisać. Wszystko tłumaczy fakt, że gościem specjalnym na ich koncercie w warszawskiej Stodole była grupa Starset.

Attention Attention, czyli ostatni krążek Shinedown nawet mi się spodobał, choć nie na tyle, bym poświęciła mu miejsce na blogu. Zaczęłam słuchać go uważniej, gdy okazało się, że Amerykanie wystąpią w tym roku w Warszawie, a publiczność przed ich występem będzie rozgrzewać Starset. Zespół ten poznałam w ubiegłym roku i bardzo przypadł mi do gustu ich sci-fi rock, jak sami nazywają swoją kosmiczną muzykę.

Jeszcze na miejscu w Warszawie sprawdzałam, czy przy koncercie nie pojawiła się adnotacja sold out. Nic takiego nie było, ale na pół godziny przed otwarciem drzwi musiałam ustawić się w długim ogonku. Tym razem wpuszczanie szło sprawnie, nikt nie próbował pod osłoną żywopłotów wbijać się do kolejki. Tłum szybko gęstniał i gdy wybiła 19.00 zapełniona była już większa część klubu.

Choć po sali krążyła wieść, że zacznie Starset, jako pierwszy pojawił się inny suport, Press To Meco. Trójka młodych chłopaków wkroczyła na scenie i … mocno zaskoczyła. Po pierwsze dlatego, że śpiewał głównie perkusista więc chwilę straciłam rozglądając się ze zdumieniem skąd dobiega głos, skoro pozostali nie śpiewają. Po drugie, gdyż wszyscy panowie mają dość łagodne głosy, co mocno kontrastowało z graną przez nich rockową muzyką. Przez dwie pierwsze piosenki większość tłumu stała w konsternacji, dopiero potem włączyła się do zabawy. Ogólnie trio zostało dość ciepło przyjęte, choć na moje ucho są, póki co, za mało odkrywczy i za bardzo chaotyczni. Na pewno są sympatyczni – po koncercie promowali swoje wydawnictwo, chętnie rozmawiali z fanami i pozowali do zdjęć. 

Press To Meco  - Familiar Ground

Gdy zastanawiałam, jak tu zabić czas do występu Starset, po zaledwie kwadransie przerwy zgasły świata i zespół wkroczył na scenę. Muzycy (obsada perkusji, gitary i basu) byli tradycyjnie ubrani w skafandry i kosmiczne hełmy, na scenie pojawili się także eleganccy wiolonczeliści i skrzypaczka. Scenografii dopełniał ekran z wizualizacjami. W takiej scenerii Dustin Bates zaintonował Unbecoming. Okazało się, że nie tylko ja zareagowałam na niego bardzo entuzjastycznie. Publiczności spodobał się też Monster i Carnivore. Troszkę więcej spodziewałam się po moim ulubionym It Has Begun – w zwrotkach nie było za bardzo słychać wokalisty. Za to ciężko i dobitnie zagrzmiało Bringing It Down. Publice wyraźnie spodobało się kończące set My Demons – wśród tłumu znalazły się osoby znające tekst piosenki lepiej niż ja.

Starset - It Has Begun (Live in Warsaw)

Cały set Starset trwał około 45 minut i rozbudził apetyt na więcej. Zespół bawił się światłami i wizualizacjami (po ich zejściu ze sceny, migotał napis lost signal), wszystkie ruchy zdawały się być przemyślane i zaplanowane. Imponujące były zwłaszcza wejścia wiolonczelistów na przód sceny. Obawiałam się o formę wokalną Dustina Batesa – obejrzane klipy z ich występów wskazywały, że nie za dobrze radzi sobie ze śpiewaniem na żywo. Nie było źle, magia koncertu zrobiła swoje i przykryła wokalne niedostatki. Wokalista nie lubi się chyba bawić w konferansjera – w połowie setu rzucił krótkie thank you, coś mówił podczas instrumentalnej części It Has Begun, ale totalnie nie mogłam go zrozumieć. Pomimo tych niedociągnięć, potwierdzili, że w ich muzyce jest coś z nie tego świata, a ich koncerty są na pewno warte udziału.

Starset - Die For You (Live in Warsaw) 

Na Starset zajęłam miejsce pośrodku sceny i postanowiłam z niego nie rezygnować. Tłum szybko przekonał nie do zmiany decyzji. Bo gdy na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru, to dopiero wybuchło prawdziwe szaleństwo. Za dużo nie zarejestrowałam z otwierającego występ Devil, bo zajęta byłam wycofywaniem się na bezpieczniejsze pozycje. Ewakuację wstrzymałam na Diamond Eyes (Boom-Lay Boom-Lay Boom), podczas którego skakała chyba cała sala. Zdążyłam uciec przed pogo, by na tyłach w spokoju posłuchać sobie Cut The Cord i Kill Your Conscience (skakać z innymi już nie miałam siły). Entuzjazm buchał też na Bully i Unity, a także przyjemnie bujającym Get Up. Nieco dłużyła mi się akustyczna część, zwłaszcza, że nie mogłam przyłączyć się do zbiorowego śpiewania. Odbiłam sobie na Second Chance – nawet ja znam ten hit, a także na kończącym koncert Brilliant – jednym z lepszych fragmentów ostatniej płyty zespołu.

Shinedown - Cut The Cord (live in Warsaw)

Co mogę napisać o koncercie zespołu, którego za dobrze nie znam? Z punktu widzenia obserwatora była to dla mnie niezła, a zarazem wyczerpująca fizycznie impreza. Na pewno Brent Smith (w przeciwieństwie do Dustina ze Starset) jest świetnym wokalistą, śpiewał mocno, czysto i nie dał się zagłuszyć instrumentom. Radzi sobie także jako wodzirej. Zachęcał do rozejrzenia się po sali, przywitania się z ludźmi stojącymi obok, a na State of My Head – do wyciągnięcia komórek, które rozświetliły klub. Nawoływał do wspólnego śpiewania Simple Man - miałam wrażenie, że jako jedyna na sali nie znam tego utworu. Generalnie setlista była sprawnie skonstruowana – bez koncentracji na najnowszym krążku, dużo przebojów z wcześniejszych lat, w międzyczasie dla odetchnięcia spokojniejsze kawałki. Nie było przebrań ani bajerów, jednak nich od nich tego nie oczekiwał.

Shinedown - State of My Head (Live in Warsaw)

Dla ludzi szalejących w kręgu pogo, byłam pewnie sztywniakiem, nie potrafiącym się zabawić na rockowym koncercie. Trudno wykrzesać z siebie szaleństwo, gdy słyszysz utwory fajne, ale które w zasadzie nie są ci bliskie. Na szczęście ich wykonanie było na tyle dobre, że przynajmniej wprawiło  mnie w dobry nastrój. Wycieczki do Warszawy nie żałuję. Ani ze względu na Starset, ani ze względu na Shinedown. 

Shinedown - Second Chance (live in Warsaw)

© The Music Of My Spheres
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci